SPONSORZY/PARTNERZY:

Sponsor kategorii
Heros

Andrzej Stękała: Chciałem uhonorować Damiana. Za długo żyliśmy w cieniu

W rozmowie z WP SportoweFakty Andrzej Stękała opowiada o osobistej tragedii, która wydarzyła się w listopadzie ubiegłego roku. - Zmarł mój wieloletni partner. Skoki przestały być dla mnie priorytetem. Później traktowałem je trochę jak zwykłe zajęcie, które pomoże przetrwać mi trudny czas - mówi.

Coming out był dla sportowca przełomowy. - Chciałem też przestać się ukrywać i pokazać, że miałem kogoś przy sobie. (…) Szkoda, że nie zdecydowałem się na coming out wcześniej, gdy był jeszcze Damian. Za długo żyliśmy w cieniu - przyznaje.

Skoczek wspomina początki związku: - To był 2016 rok. Coś zaczęło się między nami dziać i pomyślałem, że gdzie ja do sportu, skoro mam faceta. Gej? Co ludzie będą mówić? - wspomina. Mimo obaw Damian dodawał mu otuchy: - Mówił, że mam dalej skakać i koniec. I żebym się nie poddawał.

Przez lata mało kto wiedział o ich związku. - Damian przychodził na skocznię i stawał gdzieś z tyłu, by jak najmniej osób go widziało - opowiada. Po sukcesach Stękała nie mógł okazywać mu uczuć. - To znaczy mogłem, ale się bałem - dodaje.

- W skokach wszyscy wiedzieli. Rozmawiałem z wieloma osobami, mówili, bym się przyznał, bo i tak chodzą plotki o mnie - przyznaje. Mimo to wahał się, bo miał wokół siebie wspierających ludzi i nie chciał tego stracić. Stękała boleśnie wspomina, jak odbierano osoby LGBT w debacie publicznej. - Moim zdaniem leczyć trzeba alkoholizm, a nie orientację seksualną - twierdzi. W obliczu politycznych komentarzy postanowił trzymać się z dala: - Po co nam to, skoro mamy poukładane życie?

- Tworzyłem ten post bardzo długo. (…) Wybrałem jedno [zdjęcie], a później płakałem dwie godziny - opowiada. Stękała mówi, że był to pierwszy coming out w męskim sporcie w Polsce: - Może pozwoli to powalczyć o prawa gejów w naszym kraju.

Przed publikacją wpisu poinformował środowisko skoków, co zamierza zrobić. - Koledzy pytali tylko, czy jestem pewny tej decyzji. I nie - nie wiedziałem, czy robię dobrze - tłumaczy. Mimo to zdecydował się na ten krok, by wyjść z ukrycia. Reakcje kibiców były w większości pozytywne. - Proporcje były takie: 90 procent wsparcia, 10 procent hejtu. (…) Mówili: "Brawo za odwagę" - mówi. Negatywne komentarze nie zniechęciły go: - Nigdy nie spotkałem się z hejtem, bo wydaje mi się, że jestem dobrym człowiekiem.

Stękała podkreśla, jak trudne było dla niego ostatnie miesiące. - Byłem najszczęśliwszą osobą na świecie. (…) Z dnia na dzień wszystko legło w gruzach - opowiada. Po śmierci Damiana, skoki przestały być priorytetem, a sport stał się próbą powrotu do normalności. - Damian, słuchaj, pogadamy, jak wrócę do domu, ale na skoczni musisz mnie zostawić - mówi dziś Stękała. Wciąż rozmawia z ukochanym w myślach. - Mama obserwuje mnie z dołu, a Damian z góry - tłumaczy. Skoczek chce wrócić do formy – także dla nich.