SPONSORZY/PARTNERZY:

Rodzina Kupczyńskich z synem Andrzejem na polach startowych

Rodzina Kupczyńskich z synem Andrzejem na polach startowych

Sponsor kategorii
Talent

"Szalona przygoda". Rzucili wszystko w Polsce. Ich syn został mistrzem świata

- To miała być szalona przygoda, że polecimy, zobaczymy i damy sobie spokój za jakieś trzy lata - mówi Mariusz Kupczyński, ojciec wyścigowych braci. 10-letni Witold został motocyklowym mistrzem świata w klasie Mini GP. Aby rozwijać kariery synów, rodzina Kupczyńskich postanowiła przeprowadzić się do Hiszpanii.

Łukasz Kuczera, WP SportoweFakty: Witek został nominowany w kategorii "Talent" w plebiscycie Herosi WP. Jak na to zareagowaliście?

Mariusz Kupczyński, ojciec 10-letniego Witolda, motocyklowego mistrza świata: Zaskoczenie. Nikt się nie spodziewał, że ktoś tak doceni sukces syna.

Od zawodów w Walencji minęło już kilka miesięcy. Mistrzostwo Witka coś zmieniło w waszym życiu, otworzyło jakieś nowe furtki?

Zmieniło się tyle, że na pewno ten tytuł poniósł się echem w mediach społecznościowych. W jednej chwili przybyło nam 500 obserwujących na Instagramie, co jak na nasze zasięgi jest niezłym wynikiem. Tym bardziej że z żoną nie mamy czasu, by siedzieć i zajmować się takimi tematami. Dołączył też do nas Grzegorz Wójcik ze swoim zespołem wyścigowym i nas wspomaga, ale to bardziej ze względu na rozwój starszego syna Andrzeja, który też się ściga.

Jakie macie plany na sezon 2026?

Andrzej przeniósł się do poważnej kategorii, jaką jest Honda Talent Cup. To już są poważne wyścigi na dłuższych torach, współpraca z profesjonalnym zespołem. Ta seria prowadzi do European Talent Cup. Andrzej nie może jeszcze jeździć w ETC, bo ma tylko 13 lat. Jednak w nowej serii zaczął świetnie. Zdobył pole position, a w wyścigu był pierwszy, choć po karze spadł na drugą lokatę. W kolejnym wyścigu był trzeci.

Witek przenosi się z kolei do Moto5. To też rywalizacja na większych torach, na motocyklach o pojemności 250 ccm. Kiedyś nazywało się to Cuna de Campeones. Z tych mistrzostw wywodzi się praktycznie połowa obecnej stawki MotoGP. Obecnie odbywają się one pod patronatem zespołu Aspara, który ma swoje ekipy w Moto2 i Moto3, a w przeszłości też w MotoGP.

Witold Kupczyński został mistrzem świata Mini GP
Witold Kupczyński został mistrzem świata Mini GP

Dobre występy mogą sprawić, że Aspar zainteresuje się Witkiem?

Niewątpliwie jest to tak skonstruowane, aby Aspar miał wgląd w młodych zawodników i wyławiał w ten sposób talenty. Z tego słynie ten zespół, że promuje kolejnych młodych zawodników do MotoGP.

Ze względu na kariery synów kilka lat temu wyprowadziliście się do Hiszpanii. Na zimę wróciliście do Polski, czy nie było na to szans?

Jesteśmy w Hiszpanii. Nie mamy takich możliwości finansowych, czasowych i logistycznych, by wrócić do Polski chociażby na Wielkanoc. Cały czas tutaj trenujemy, nawet w zimie. Tak naprawdę to jest okres najintensywniejszych treningów. Teraz Andrzej zaczął sezon, Witek rozpocznie go za dwa tygodnie. Dlatego siedzimy tutaj i dłubiemy w motocyklach. Nie ma kiedy wracać do Polski.

Gdzie dokładnie mieszkacie?

W okolicach Murcji. Mamy stąd blisko do takich torów jak Cartagena czy Yepes. Logistycznie wybraliśmy tę lokalizację, bo nie siedzimy tu jednak w celach turystycznych. Do morza mamy jakąś godziną drogi, ale priorytety są inne. Mieszkamy tutaj pięć lat i może z trzy razy byłem na plaży. Doszedł nam teraz nowy motocykl treningowy dla Andrzeja. To jest używany sprzęt, więc ciągle się psuje. Mam co robić.

Mariusz Kupczyński z synem Andrzejem
Mariusz Kupczyński z synem Andrzejem

Aby przeprowadzić się do Hiszpanii, musiał pan porzucić dobrze prosperujący warsztat samochodowy?

Tak, w Polsce byłem mechanikiem samochodowym i można powiedzieć, że pięć lat temu przekształciłem się na mechanika motocyklowego. Sam naprawiam sprzęty synów, bo finansowo to lepiej wychodzi, niż gdybym miał gdzieś pracować i płacić za serwis maszyn Witka i Andrzeja komuś innemu.

Trudno było porzucić życie w Polsce?

Syn został mistrzem świata, więc duma jest, ale też każdy człowiek ma jakieś ambicje. Trochę żałuję wyprowadzki, bo lubiłem naprawiać samochody. Jednak synowie sprawiają, że człowiek o tym nie myśli. Nie spodziewaliśmy się, że będą notowali takie rezultaty. To miała być szalona przygoda, że polecimy, zobaczymy i damy sobie spokój za jakieś trzy lata.

Tymczasem wyniki synów są jakie są i próbujemy to pchać do przodu. Bez Grzegorza Wójcika ciężko byłoby nam spiąć budżet w przypadku Andrzeja. Z Witkiem jest jeszcze tak, że dajemy radę sami to ciągnąć.

Jak Hiszpanie reagują na Polaków w padoku? Pomagają, czy wręcz przeciwnie - widzą w was zagrożenie i rywali?

Pomagają. De facto otrzymujemy więcej pomocy z ich strony, niż z Polski, ale to też wynika z tego, że nie ma nas w kraju. Nie odczuwaliśmy i nie odczuwamy nigdzie takiej sytuacji, by nas odtrącano, bo jesteśmy z zagranicy. Wręcz przeciwnie, to że nie jesteśmy Hiszpanami, to właśnie powoduje czasem zainteresowanie. Mówimy o braciach, co też ciekawi ludzi. Obaj robią duże postępy i chociaż nie ma konkretów z tego, to wiemy, że Hiszpanie śledzą rozwój Andrzeja i Witka.

Wyścigowi bracia podbijają Hiszpanię
Wyścigowi bracia podbijają Hiszpanię

Zdarzyło się, by któraś z gwiazd MotoGP pochwaliła synów?

Było wiele takich sytuacji. Trenujemy chociażby z Pedro Acostą z MotoGP, który kilkukrotnie zwrócił uwagę na Witka na flat tracku. Tony Arbolino z Moto2 też raz podszedł do Witka i pochwalił go, że jest bardzo szybki. Znamy się bardzo dobrze z takimi zawodnikami jak Alvaro Carpe czy Angel Piqueras. Każdy z nich bardzo pozytywnie wypowiadał się o synach.

Może fakt, że nie jesteście Hiszpanami, paradoksalnie kiedyś wam pomoże? Bo dużo mówi się o tym, że MotoGP chciałoby więcej nacji w stawce.

Na to liczymy, że promotorzy mistrzostw świata będą chcieli rozszerzyć zasięgi o inne kraje. Aby jednak doszło do tego momentu, w którym trzeba się zastanawiać nad wyborem Polaka albo Hiszpana, to on musi prezentować odpowiedni poziom. Nikt nie zaprosi Witka czy Andrzeja do MotoGP za samo bycie Polakiem. Dlatego skupiamy się na tym, by obaj mieli odpowiednie umiejętności, a "egzotyczna" narodowość była ewentualnie plusem.

Kiedyś w ogóle nie mogliśmy myśleć o Polaku w MotoGP, bo nikt nie wyjeżdżał na treningi do Hiszpanii, nie mówiąc o przeprowadzce do tego kraju.

Dokładnie. Aby ten scenariusz się zrealizował, musi wydarzyć się wiele rzeczy. To nie jest tak, że Włosi czy Hiszpanie są zaprogramowani do jazdy na motocyklu, a Polacy nie. My jako rodzice musimy to zrozumieć, dzieci zresztą też. Trzeba mieć odpowiednie nastawienie mentalne i tylko ciężką pracą można dojść na ten najwyższy poziom.

Ile czasu zajęła wam decyzja o przeprowadzce?

Myślę, że z rok się nad tym zastanawialiśmy. Najpierw pojechaliśmy do Hiszpanii na tydzień wraz z motocyklami, potem na dwa tygodnie. Później były dwie wyprawy po miesiąc. Wpadliśmy na dłużej z myślą o treningach i porównaniu dzieci z lokalnymi zawodnikami. Za każdym razem okazywało się, że nie ma dramatu. Trochę odstawali, ale to nie była przepaść, której nie dałoby się zniwelować.

W Polsce trenerzy sami nam podpowiadali, głównie w kontekście Witka, że warto z nim wyjechać do Hiszpanii i tam spróbować rozwijać jego karierę. Na miejscu też wyciągnięto go ze stosu dzieci i zauważono jego talent. Próbowaliśmy dojeżdżać z Polski do Hiszpanii, ale nie byliśmy w stanie spiąć tego finansowo. Gdy człowiek prowadzi warsztat samochodowy, to nie może przez miesiąc siedzieć w Hiszpanii. To się wykluczało, stąd przeprowadzka.

Nie baliście się tej decyzji?

Oczywiście, że tak! Był strach i różne wizje tego, jak to będzie. Było to dość skomplikowane, bo nie znaliśmy języka w ogóle. Przeprowadziliśmy się w ciemno. Totalny hardcore.

Mariusz Kupczyński dba o rozwój kariery syna
Mariusz Kupczyński dba o rozwój kariery syna

Po kilku latach dostrzega pan jakieś minusy przeprowadzki?

Na pewno rozstanie z rodziną jest takim mankamentem. To duży problem. Mamy komunikatory i wideokonferencje, pod tym względem jest łatwiej niż 15 lat temu, ale to nadal nie jest to samo. To najtrudniejszy element tej przeprowadzki. Język natomiast nie jest tak trudny i straszny, jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza w przypadku dzieci.

Witek poszedł do szkoły bez znajomości języka hiszpańskiego, a po kilku miesiącach nie miał problemów z jego używaniem. Andrzej uczył się w Polsce przez dwa lata, ale nie jakoś intensywnie. Obecnie obaj komunikują się bez problemu po hiszpańsku.

Hiszpanie to inny naród niż Polacy. Po tylu latach ich podejście do życia potrafi pana jeszcze czymś zaskoczyć?

Hiszpania to stan umysłu. Trzeba zaakceptować to, że mają inne podejście, co nie znaczy, że gorsze. Robią pewne rzeczy inaczej i trzeba się na to przestawić.

Na pewno lepsze jest to bardziej spokojne podejście do życia. Przeprowadziliśmy się z Warszawy do mniejszego miasta, więc też nie da się tego porównać 1:1, ale na pewno życie w Murcji płynie bardziej spokojnie niż w stolicy. W Polsce wszystko ma być tu i teraz. Ja nie mogłem sobie pozwolić na to, że auto będzie gotowe za trzy tygodnie, a tutaj nie oczekuje się, że coś będzie gotowe od razu. Jak będzie zrobione, to będzie.

Mieliśmy też próbę włamania do domu. Był listopad, akurat byliśmy z Witkiem na mistrzostwach świata, gdzie zdobył tytuł. Na szczęście próba była nieudana, ale do dziś nie mamy okna. Jest ono niewymienione, bo ubezpieczalnia nie jest w stanie zakupić takiego okna, bo firma nie posiada go na stanie. I tak sobie czekamy kilka miesięcy. Dobrze, że idzie lato. Z jednej strony jest to irytujące, a z drugiej strony: po co się stresować, jak się nie ma na to wpływu? Hiszpanie mają podejście, że nie ma się co martwić na zapas. Może dzięki temu żyją dłużej.

Rozmawiał Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty