SPONSORZY/PARTNERZY:

Na zdjęciu: Kamil Stoch

Na zdjęciu: Kamil Stoch

Partner strategiczny kategorii
Mentor

Ostatni skok giganta polskiego sportu. Kamil Stoch kończy karierę

To historia jak z bajki. O chłopcu, który przepowiedział sobie przyszłość. A może bardziej o mistrzu, który miał talent, determinację i upór, by zdobyć to, o czym publicznie mówił, będąc jeszcze dzieckiem. A osiągnął o wiele, wiele więcej, bo zaskarbił sobie też wielką miłość fanów.

Mateusz Kmiecik, dziennikarz SportoweFakty.wp.pl

Kibice na zawsze będą podzieleni: Adam Małysz czy Kamil Stoch? Nie ma żadnych wątpliwości, że czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli był jednym z symboli wejścia Polski do Europy. Że w mrocznych latach ustrojowej przemiany kraju był jedyną jasną gwiazdą. Ale już dla kolejnego pokolenia, widzącego na żywo tylko ostatnie lata kariery obecnego prezesa PZN, kimś takim jest Kamil Stoch. To bez wątpienia wielki polski sportowiec pierwszych 25 lat XXI wieku odrodzonej Polski.

- Obaj są wielkimi sportowcami, obaj są niepowtarzalni, wyjątkowi. Są jak Pele i Maradona - mówił Martin Schmitt w rozmowie z WP SportoweFakty.

Dlatego niedziela, 29 marca 2026 roku, przejdzie do historii polskiego sportu na zawsze. To właśnie tego dnia, niespełna dwa miesiące przed 39. urodzinami, karierę kończy Kamil Stoch. W ostatni lot wzbił się na wielkiej skoczni w Planicy.

Zawodnik urodzony w Zakopanem zdobył trzy (!) tytuły mistrza olimpijskiego. W zimowych dyscyplinach żaden Polak tego nie osiągnął. W całej historii olimpizmu naszej ojczyzny lepsi są tylko Robert Korzeniowski oraz Irena Szewińska. Do tego ma na koncie dwa złota, łączne sześć medali mistrzostw świata. Trzy zwycięstwa w Turnieju Czterech Skoczni i dwa w Raw Air. Sześć razy stawał na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, w tym dwa razy wywalczył Kryształowe Kule. 39 triumfów i 80 lokat na podium w indywidualnych konkursach PŚ.

Ikona, legenda, mistrz, symbol polskiego sportu - brakuje słów, żeby odpowiednio określić Kamila Stocha. Prawdziwy autorytet i wzór do naśladowania dla młodych. Zresztą to właśnie w kategorii "mentor" 38-latek został nominowany w plebiscycie "Herosi" portalu WP SportoweFakty (więcej TUTAJ).

- Kamil Stoch jest moją inspiracją - przyznawał Peter Prevc w rozmowie z portalem skijumping.pl.

"Skakał z tego daszku"

25 maja 1987 roku Kamil przyszedł na świat i nikt wtedy nie miał prawa nawet myśleć, że prawie 39 lat później będzie uznawany za jednego z najwybitniejszych w historii. A jednak - można powiedzieć - od początku był skazany na sport. Gdy miał kilka lat, jeździł już na nartach i oddawał pierwsze próby z prowizorycznych skoczni. Zdarzało się nawet, że skakał... z dachu. O tym w dokumencie "Kamil Stoch - Moja Historia" na Eurosporcie wspominał ojciec zawodnika.

- Gdy nagromadziła się większa ilość śniegu, Kamil miał niewiele pracy. Wystarczyło tylko usypać, tak zwaną bulę. Rozbieg miał naturalny i skakał z tego daszku - opowiadał Bronisław Stoch.

W wieku ośmiu lat przyszły trzykrotny mistrz olimpijski trafił do klubu LKS Ząb w swojej rodzinnej miejscowości. Na początku trenował kombinację norweską, a więc biegi oraz skoki. To dość częsta droga dla przyszłych skoczków narciarskich. Szybko zaczął się wyróżniać na tle rówieśników, a nawet starszych kolegów.

Prorocza przepowiednia

Cała Polska usłyszała o Kamilu Stochu pod koniec XX wieku, gdy mając niespełna 12 lat, skoczył na Wielkiej Krokwi 128 metrów. Oczywiście, nie były to jeszcze czasy powszechnego dostępu do Internetu, dlatego tego rozgłosu nie można porównać do obecnych czasów. Mimo wszystko to wtedy większe grono fanów dowiedziało się, że istnieje ktoś taki.

Tym bardziej że niedługo później materiał o młodym chłopcu przygotowała Telewizja Polska. Opowiedział on w nim o swoich marzeniach:

- Chciałbym wystartować na olimpiadzie, zdobyć złoty medal, ale jak na razie mam jeszcze czas i może za jakieś 5-6 lat wystartuję, jak będę dobrze skakał - mówił.

No i stało się to kilkanaście lat potem, w 2006 roku debiutował w zimowych igrzyskach w Turynie.

Na zdjęciu: Kamil Stoch podczas ZIO 2006
Na zdjęciu: Kamil Stoch podczas ZIO 2006

Droga do sukcesów

Na arenie międzynarodowej wśród dorosłych skoczków pokazał się dużo wcześniej. W sezonie 2000/01 zadebiutował w Pucharze Kontynentalnym. Na pierwsze punkty musiał trochę poczekać. Ta sztuka udała mu się 3 stycznia 2004 roku w Planicy. Zajął wówczas 20. miejsce.

14 dni później po raz pierwszy zasiadł na belce startowej w konkursie indywidualnym Pucharu Świata. Miało to miejsce w Zakopanem. Polak uzyskał 105,5 metra i uplasował się na 49. lokacie. Aczkolwiek to nie wynik był najważniejszy, a sam fakt pojawienia się w PŚ i to przed 17. urodzinami.

W tym samym roku 26 grudnia po raz pierwszy w życiu stanął na podium Pucharu Kontynentalnego w Sankt Moritz. Dzięki dobrym wynikom dostał szansę w Pucharze Świata. Wykorzystał ją nieźle. 11 lutego 2005 roku został sklasyfikowany na siódmej pozycji, wyżej nawet od Adama Małysza.

25 lutego, nie będąc jeszcze pełnoletnim, zadebiutował w konkursie indywidualnym mistrzostw świata. Skoczył 117,5 metra i zajął 37. miejsce. Pięć dni wcześniej wystąpił w zawodach drużynowych. Przedtem założył na swoją szyję srebrny i brązowy krążek mistrzostw Polski. Oczywiście po raz pierwszy w życiu.

W lutym 2006 roku rozpoczął cudowną przygodę z igrzyskami olimpijskimi. W Pragelato o medale jeszcze nie walczył, ale 16. oraz 26. lokata to były naprawdę niezłe rezultaty. W tym momencie Stoch na kilka lat ustabilizował swoją pozycję skoczka numer dwa w Polsce. Jak na człowieka przed 19. urodzinami, lista osiągnięć była zacna.

W sezonach 2006/07, 2007/08, 2008/09 i 2009/10 wielkiego przełomu nie było. Stoch w tym czasie miewał lepsze i gorsze występy. 3 października 2007 roku wygrał po raz pierwszy zawody Letniego Grand Prix. Pod koniec roku zdobył pierwszy złoty medal mistrzostw Polski. 21 lutego 2009 roku zajął czwartą lokatę na normalnym obiekcie w Libercu podczas mistrzostw świata.

Początek ery Stocha

W końcu przyszedł sezon 2010/11. Dla jego kariery być może najważniejszy. Stoch nie miał jeszcze 24 lat. Polak kapitalnie spisywał się latem. Całkowicie zdominował Letni Puchar Kontynentalny, a Letnie Grand Prix ukończył na drugiej pozycji. W Pucharze Świata nasz reprezentant regularnie punktował, ale największe wydarzenie miało miejsce 23 stycznia 2011 roku.

Tego dnia byliśmy świadkami symbolicznego przekazania pałeczki. W pierwszej serii konkursu indywidualnego upadł Adam Małysz. Polscy fani byli zrozpaczeni. Wszystko zrekompensował Kamil Stoch, który zwyciężył w zawodach PŚ po raz pierwszy w życiu.

Na zdjęciu: Kamil Stoch i Adam Małysz
Na zdjęciu: Kamil Stoch i Adam Małysz

Od tego momentu aż do 29 marca 2026 roku trwała jego era. Stoch wygrał jeszcze w Klingenthal i w Planicy, ostatecznie kończąc cykl na 10. miejscu.

W tym czasie wziął ślub z Ewą, najważniejszą osobą w jego życiu, którą poznał kilka lat wcześniej w Planicy. Stoch wielokrotnie podkreślał, jak wielkim wsparciem jest dla niego żona. To ona dodawała mu otuchy, gdy było źle. Namówiła również Kamila do jeszcze jednego sezonu. - Ewa jest dla mnie aniołem - te słowa polskiego skoczka w "Dzień dobry TVN" mówią wszystko.

Przez następne 15 lat skoczek z Zębu powodował, że niemal co tydzień kibicom z Polski od listopada do marca serca biły zdecydowanie szybciej.

Nie miał sobie równych

23 lutego 2013 roku Biało-Czerwony zajmował drugie miejsce po pierwszej serii konkursu na obiekcie normalnym. W rundzie finałowej spisał się zdecydowanie słabiej. Po zawodach była rozpacz. Skoczek był załamany. Pięć dni później nie miał już sobie równych. Na dużej skoczni został mistrzem świata. Do tego dołożył brąz w drużynie. I to w jakich okolicznościach. Polacy początkowo zostali sklasyfikowani na czwartej lokacie. Pojawił się jednak protest. Po kilkunastu minutach okazało się, że błędnie obliczono notę Andersa Bardala. Radości Biało-Czerwonych fani nigdy nie zapomną.

To, co najpiękniejsze, jeszcze było przed nami. Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2014 w Soczi. Kask z biało-czerwoną szachownicą, symbolem polskiego lotnictwa, i dokonanie czegoś, co nie udało się Adamowi Małyszowi, a co zrobił tylko Wojciech Fortuna.

9 lutego Stoch wywalczył złoto olimpijskie. Sześć dni później - powtórka. Tydzień, o którym nasz kraj nigdy nie zapomni. Cały sezon okraszony wywalczeniem pierwszej Kryształowej Kuli.

- Biało-czerwona na razie jest ta szachownica, którą ma na kasku. To jest symbol naszych lotników. W skokach narciarskich jest mistyczna tajemnica lotu. Niech leci daleko i niech wyląduje. I tak zrobił. Jest złoto (…) Po prostu można zwariować ze szczęścia - krzyczał Włodzimierz Szaranowicz na antenie TVP w trakcie konkursu olimpijskiego na normalnej skoczni.

Ten sezon był wyjątkowy, ale jeszcze lepszy był 2017/18. Stoch ponownie dokonał rzeczy, która wydawała się prawie niemożliwa. W Turnieju Czterech Skoczni triumfował po raz drugi z rzędu. Zrobił to, wygrywając wszystkie cztery konkursy. Wcześniej przez 16 lat nikt tego nie dokonał. A to był tylko przedsmak kolejnych tygodni.

Polak przystępował do igrzysk w Pjongczangu jako obrońca dwóch złotych medali. Na obiekcie normalnym się nie udało. Do podium zabrakło 0,4 punktu. Na skoczni dużej był już najlepszy. Dodatkowo poprowadził naszą reprezentację do pierwszego w historii drużynowego krążka igrzysk. Po imprezie sezonu dalej robił to, co wcześniej, czyli głównie zwyciężał. Zdominował Raw Air, a na koniec stanął dwukrotnie na najwyższym stopniu podium w Planicy i odebrał drugą Kryształową Kulę w życiu.

Wielkich chwil Kamila Stocha było więcej. Nie jest się w stanie wymienić każdej z nich. 251,5 metra w Planicy w 2017 roku, 148,5 metra w Sapporo w 2019 roku i złapanie się za serce po wylądowaniu. Drużynowe złoto mistrzostw świata w Lahti w 2017 roku, kiedy Polska zdominowała konkurencję. Indywidualne wicemistrzostwo świata z Seefeld na skoczni normalnej, kiedy awansował z 18. pozycji po pierwszej serii. Do tego trzeci Złoty Orzeł na początku 2021 roku.

Kamil Stoch, gdy był w najlepszej formie, nie miał sobie równych. Jakkolwiek daleko nie ustawiliby jego rywale zieloną linię, nasz skoczek i tak lądował dalej. Polak podbił serca milionów osób na całym świecie swoim charakterem, umiejętnościami i niesamowitym stylem lotu, który przypominał posąg.

- Był wielkim liderem i wielkim sportowcem. Przykładem tego, jak zawodnik powinien podchodzić do sportu. W stu procentach się temu oddaje. Jeśli chcesz osiągnąć sukces, to musisz się temu oddać i Kamil zawsze taki był - opisał Kamila Stocha Adam Małysz na antenie Eurosportu.

To wciąż do nas nie dociera

I choć ostatnie lata były mniej udane, bo przecież nie doczekaliśmy się upragnionego 40. zwycięstwa, w 2025 roku skoczek z Zębu nie poleciał na mistrzostwa świata, a na ostatnich igrzyskach forma była daleka od oczekiwanej, nadal nic nie zabierze tych wszystkich osiągnięć.

Przez ponad 25 lat były łzy szczęścia i smutku, były nerwy, momenty załamania, było lepiej i gorzej. Była to po prostu kariera prawdziwa, pełna wzlotów i "upadków".

Dla fanów będzie to bardzo dziwne uczucie, gdy na listach startowych zabraknie Kamila Stocha. Jeszcze wiele miesięcy będzie trzeba się oswajać z tą świadomością. Nie da się ukryć, nadal to do nas nie dociera. 29 marca 2026 roku zamknął się jeden z najpiękniejszych rozdziałów historii polskiego sportu.

KAMIL, DZIĘKUJEMY

Mateusz Kmiecik, dziennikarz SportoweFakty.wp.pl