Na zdjęciu w środku: Hanna Mazur
"Kocham rywalizację". Hanna Mazur nie szuka wymówek
- Moim marzeniem jest wyjazd na igrzyska, ale chcę powoli robić kolejne kroki w mojej karierze. Idę swoją drogą, która, mam nadzieję, zaprowadzi mnie do złotego medalu - mówi Hanna Mazur. 18-latka otrzymała nominację w plebiscycie Herosi w kategorii Talent.
Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty: Twój tata to były panczenista, a obecnie trener reprezentacji Polski juniorów, a mama to była narciarka. Od dziecka byłaś skazana na sport?
Hanna Mazur: Jasne, że można tak powiedzieć, ale ja nie lubię takiego stawiania sprawy. Jestem zawodniczką, bo sama to wybrałam. Kocham rywalizację i sport.
Nieco ponad miesiąc temu mogłaś zostać jedną z najmłodszych polskich uczestniczek zimowych igrzysk olimpijskich. Dlaczego nie podjęłaś próby zdobycia kwalifikacji?
To wymusiłoby całkowitą zmianę planu, a ja na razie wolę ścigać się wśród juniorów. Zrobilibyśmy to, gdyby faktycznie bardzo mi na tym zależało. Ja jednak chcę jechać na igrzyska po to, by walczyć tam o medal. Mam nadzieję, że tak się właśnie stanie za cztery lata.
Sam wyjazd na igrzyska nie jest atrakcyjny?
Oczywiście, że jest to moim marzeniem, ale chcę powoli robić kolejne kroki w mojej karierze. Mam wielki szacunek do wszystkich młodych dziewczyn, które jadą na igrzyska, ale ja idę swoją drogą, która, mam nadzieję, zaprowadzi mnie do złotego medalu.
Czy pamiętasz, kiedy po raz pierwszy założyłaś łyżwy?
Nie mogę tego pamiętać, bo było to chwilę po tym, jak nauczyłam się chodzić. Mama mówi, że miałam trzy lata, a już potrafiłam jeździć rodzicom pomiędzy nogami i robiłam dużo zamieszania na lodzie. Od kiedy pamiętam, przychodziłam regularnie na lodowisko. Nigdy nie miałam żadnego kryzysu. Przez te wszystkie lata może pięć razy zdarzyło mi się odpuścić trening.
Naprawdę rodzice nigdy nie musieli cię namawiać na trening?
Dostałam od nich dużo swobody. Jeszcze jako dziecko marzyłam o karierze gimnastyczki. Ćwiczyłam na podstawie nagrań obejrzanych na YouTube, a mama mocno mnie wspierała i opłaciła nawet prywatne lekcje, by trener gimnastyki poprawił mi technikę. Moim przeznaczeniem było jednak łyżwiarstwo. Jako trenerka moja mama była jednak bardzo surowa i nigdy nie dawała mi taryfy ulgowej. Ja za to sporo marudziłam, ale zwykle i tak robiłam to, co trzeba.
Wokół twoich rodzinnych Dusznik-Zdroju nie ma żadnego lodowiska. By trenować, konieczne jest dojeżdżanie na przykład do Czech.
To gigantyczny problem nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla młodszych łyżwiarzy. Wielu z nich musiało zrezygnować ze sportu, bo dojazdy do Czech są dla nich zbyt trudne logistycznie. Na zagranicznych lodowiskach nie jesteśmy traktowani priorytetowo i często musimy trenować tuż przed zamknięciem obiektu, około godziny 20. Łatwo się domyślić, że powrót do domu o godzinie 22 to dla siedmiolatków problem nie do przejścia. Niestety takie mamy realia. To zresztą nie jedyna dziwna sytuacja.
Co masz na myśli?
Przez ponad rok nie mieliśmy dostępu do siłowni. Ostatecznie udało nam się zorganizować ją w... szkolnej kotłowni. To nasza jedyna opcja, bo dostęp do siłowni przy hali został nam odebrany, gdy obiekt przejął Centralny Ośrodek Sportu. Musieliśmy uciekać do takiego miejsca, ale i tak się cieszymy, bo w końcu mamy miejsce na rowery stacjonarne i trening siłowy.
Czy dzięki twoim sukcesom jest szansa na zmianę sytuacji?
Minister zapowiedział program budowy lodowisk, ale już wiemy, że żadne z nich nie powstanie w Dusznikach. Miasto tłumaczy, że utrzymanie obiektu byłoby zbyt drogie, a COS nie jest zainteresowany inwestycją. To bardzo boli, bo lodowisko obiecywane jest nam już od wielu lat.
Czyli dalej będziesz musiała codziennie trenować w Czechach?
Tak naprawdę nie mogłabym kontynuować kariery, gdyby nie ciągłe wyjazdy na zgrupowania kadry Polski. Nie dość, że musielibyśmy ciągle jeździć do Czech, to dodatkowo i tak nie dałoby się tam zrobić pełnowartościowego treningu. Obiekt służy głównie drużynom hokejowym i chyba każdy może się domyślić, w jakim stanie jest lód. Są tam dziury i duże nierówności, dlatego dla naszego bezpieczeństwa nie rozpędzamy się do maksymalnych prędkości, czyli blisko 40 km/h.
W Dusznikach jest jednak tor wrotkarski. Czy nadaje się do korzystania?
Jako trening zastępczy staram się jeździć na rolkach, to jednak dość niebezpieczny sport. Raz wywaliłam się tam na tyle dotkliwie, że miałam startą skórę na połowie twarzy i spore rany na rękach. Jako łyżwiarze, aby uniknąć niebezpiecznych sytuacji, jeździmy na torze w mniejszych grupach.
Jak dużo czasu spędzasz na zgrupowaniach?
W domu nie da się trenować, więc jedyną opcją pozostają wyjazdy. Od czerwca do marca nie ma mnie praktycznie w domu. Wyjeżdżam na miesiąc na obóz, wracam na 2-3 dni i znów jadę w kolejne miejsce. Większość czasu spędzamy w Białymstoku i Tomaszowie Mazowieckim.
Jak przy takim trybie życia można łączyć sport z nauką?
Mam o tyle dobrze, że nie chodzę codziennie do szkoły, bo uczę się w chmurze. Gdy wracam do domu po godzinie 22, to mam czas na regenerację i mogę pospać do 12. Inni takiego komfortu nie mają, dlatego bardzo to doceniam. W przyszłym roku będę pisać maturę, więc jak tylko mogę, korzystam z korepetycji z języka polskiego i matematyki. Od czterech lat nie byłam jednak w szkole i wcale mi tego nie brakuje.
A co z kontaktem z rówieśnikami?
Mam sporo przyjaciół w klubie, ale najlepszy kontakt mam z ludźmi, z którymi wspólnie gramy przez internet. Kiedyś kuzyn pokazał mi rozgrywkę w Counter Strike'a i od tego zaczęła się moja przygoda z e-sportem. Dzisiaj myślę, że jednym z powodów mojej pasji jest ciągła chęć rywalizacji. Tam cały czas odbywają się turnieje, codziennie można rywalizować z ludźmi na całym świecie. Całkowicie wciągnął mnie świat League of Legends. To jednak nie koniec moich pasji, bo kocham także gotowanie.
Dlaczego akurat gotowanie?
Ta aktywność mocno mnie uspokaja. W kuchni jestem perfekcjonistką i koncentruję się, by wszystko wyszło idealnie. Największą słabość mam do pieczenia. Niedawno upiekłam świetne bułeczki.
W kolekcji masz już sześć medali mistrzostw świata juniorów i kilku innych ważnych imprez. Który jest dla ciebie najcenniejszy?
Mimo wszystko chyba brązowy medal młodzieżowych igrzysk olimpijskich Gangwon 2024. To była dziwna historia, bo nastawiałam się tam na walkę w starcie masowym i na 500 metrów. W tym pierwszym się wywróciłam, a w drugim stchórzyłam i nie pokazałam swoich możliwości. Gdy byłam już przekonana, że wrócę bez medalu, sensacyjnie zdobyłam brąz na 1500 m, choć rywalizację zaczynałam z ósmym czasem.
Medale masz z różnych konkurencji. Która jest twoją koronną?
No właśnie tego nie wiem, bo wiele zależy u mnie od dyspozycji dnia. Wydaje mi się, że w sprincie mam obecnie nieco większe doświadczenie i stąd więcej medali. Nie jestem w stanie wskazać, w której konkurencji czuję się obecnie najlepiej.
Rozmawiał Mateusz Puka, dziennikarz SportoweFakty.wp.pl