SPONSORZY/PARTNERZY:

Andrzej Bargiel podczas zjazdu

Andrzej Bargiel podczas zjazdu

Everest bez tlenu i bez granic. Andrzej Bargiel wzbił się na wyżyny

Najpierw stanął na szczycie najwyższej góry świata, a potem zjechał z niego na nartach aż do bazy, nie korzystając z dodatkowego tlenu. Był 22 września 2025 roku. Polak dokonał tego jako pierwszy człowiek w historii.

Andrzej Bargiel od lat funkcjonuje na granicy tego, co w górach uznawane jest za niemożliwe. Jego droga sportowa nie polegała na stopniowym poprawianiu rekordów, lecz na redefiniowaniu całych dyscyplin. Narciarstwo wysokogórskie, czyli właśnie między innymi zjazd z Mount Everest (8848 m n.p.m.), to dla Polaka nie tylko forma ekstremalnej aktywności, ale coś więcej - eksploracja miejsc, z których wcześniej nikt nie próbował zjeżdżać.

Dokonanie Bargiela w praktyce oznaczało połączenie dwóch ekstremalnych wyzwań: wejścia na najwyższą górę świata bez wsparcia tlenowego oraz technicznego zjazdu w terenie, który dla większości wspinaczy (!) stanowi śmiertelne zagrożenie.

Kluczowym elementem tego wyczynu była fizjologia. Bargiel spędził około 16 godzin w tzw. "strefie śmierci", na wysokości powyżej 8000 m n.p.m., gdzie organizm funkcjonuje na granicy wydolności.

Każdy krok w takich warunkach oznacza walkę o oddech, a każdy błąd może zakończyć się tragicznie. Mimo tego zdecydował się na atak szczytowy w trudnym, jesiennym oknie pogodowym, zmagając się ze świeżym śniegiem i wydłużonym czasem podejścia.

Zjazd rozpoczął niemal natychmiast po osiągnięciu wierzchołka. Nie korzystał z poręczówek ani dodatkowego zabezpieczenia, prowadząc linię przez lodowiec Khumbu, czyli jeden z najbardziej niebezpiecznych odcinków Everestu.

Wyzwanie podzielił na dwa etapy. Pierwszego dnia (wyruszył po godz. 15.00) jechał do bazy do zachodu słońca, kolejnego przejechał resztę drogi. Całość pokonał na nartach, nie zdejmując ich ani razu, co świadczy o jego absolutnie wybitnych umiejętnościach.

- To jeden z ważniejszych kroków w mojej sportowej karierze - mówił potem - Zjazd z Everestu bez tlenu był dla mnie marzeniem, które dojrzewało latami. Wiedziałem, że trudne jesienne warunki i poprowadzenie linii zjazdu przez lodowiec to największe wyzwanie, z jakim mogę się zmierzyć - nie ukrywał.

W komunikacie organizatorów zjazdu o trudnościach mówiła dr Patrycja Jonetzk: - Organizm na tej wysokości, niewspomagany tlenem z butli, musi walczyć o każdy postawiony krok.

Z kolei himalaista Dariusz Załuski mówił o "wyjątkowych umiejętnościach" Bargiela. - Nie tylko pod względem sportowym, ale też wytrzymałościowym i mentalnym.

Bargiel wcześniej zapisał się w historii jako pierwszy człowiek, który zjechał na nartach z K2 - drugiej najwyższej góry świata - w 2018 roku.

W kolejnych latach realizował projekt "Hic Sunt Leones", obejmujący zjazdy z kolejnych ośmiotysięczników: Sziszapangmy, Manaslu, Broad Peaku czy Gaszerbrumów. Każda z tych prób była etapem przygotowań do wyzwania, które dojrzewało przez lata.

Droga na Everest również nie była prosta. Polak podchodził do tego celu kilkukrotnie. Wcześniejsze próby na Evereście finalnie nie doszły do skutku. W 2019 roku przeszkodziły między innymi ulewne deszcze, a w 2022 roku dotarł z Januszem Gołąbem na Przełęcz Południową (8000 m), gdzie zatrzymał ich wiatr do 100 km/h.

Decyzje o odwrocie wymagały takiej samej odwagi, jak sam atak szczytowy. Dopiero w 2025 roku wszystkie elementy - forma, pogoda, logistyka - ułożyły się w sprzyjającą wyzwaniu całość.

Ten wyczyn wykraczał poza wyobraźnię innych narciarzy wysokogórskich. Połączenie wejścia bez tlenu i zjazdu narciarskiego z najwyższego punktu Ziemi w jednym, ciągłym działaniu, tworzy nową kategorię osiągnięć w himalaizmie. Tego typu operacja wymagała nie tylko siły i techniki, ale także wyjątkowej zdolności podejmowania decyzji w warunkach skrajnego zmęczenia.

Bargiel od początku swojej kariery udowadnia, że granice w górach nie są wytyczona raz na zawsze. Każdy kolejny projekt 37-latka burzy dotychczasowe ograniczenia.